„PŁYWAĆ PRZECIW WODZIE” Uniwersytety cz. II



XIV i XV wiek to czas nazwany „jesienią Średniowiecza” (Jan Huizinga). Następował kres znanego świata. Trwała wielka schizma zachodnia (aż do 1415 roku), a świat podzielił się na dwie obediencje: rzymską i awiniońską. Pojawiały się nowe zapatrywania na Kościół i zakres jego władztwa, ale też na jego ustrój wewnętrzny. Sfomułowano pogląd, zgodnie z którym papież nie może pełnić sam jeden najwyższej władzy w Kościele, ale przysługuje ona soborowi. Sobór jest nad pontyfikiem. Zwołuje się sam i wybiera następcę św. Piotra. Pierwszy wykład tej koncepcji dał w 1380 roku Konrad z Gelnhausen. Również świat naukowy podzielił się na koncyliarystów i antykoncyliarystów. Uniwersytet krakowski stał się ważnym ośrodkiem koncyliaryzmu[1]. Pojawiła się też odmienna koncepcja reformy Kościoła: husytyzm (Czechy). Zbierała ona ziarno rzucane od lat przez różne herezje ubogich. Jej zakres społeczny okazał się niezwykle szeroki, a sława Husa sięgała uniwersytetu paryskiego. Ten autor traktatu De Ecclesia, domagał się przełożenia Pisma Świętego na języki narodowe, Komunii świętej pod dwiema postaciami dla duchownych i świeckich. Twierdził też, że sakramenty udzielane przez księży w stanie grzechu są nieważne[2]. Był słynnym kaznodzieją i reformatorem Kościoła, a jego losy wpłynęły na dzieje całej Europy i przebieg „gorączki reformacyjnej”. Dwa zatem uniwersytety stały się ośrodkami myśli reformatorskiej: w Pradze i w Krakowie.

W tak krótkim szkicu trzeba nam pominąć kwestie doktrynalne. Wymagają one bowiem subtelnych i wnikliwych rozróżnień, nie ma też konsensusu w ich opisie i ocenie. Brak ten jednak nie będzie tu odczuwalny, jako że przedmiotem namysłu jest uniwersytet.  Dość zatem podkreślić raz jeszcze, że uczelnia praska opowiedziała się za husytyzmem, a krakowska – stojąc jednak konsekwentnie na stanowisku koncyliarystycznym – od husytyzmu się odcięła[3]. Dwa te uniwersytety nie tylko zajęły wówczas określone stanowisko intelektualne, ale też dały przykład postawy, którą warto dziś przypomnieć.

Oto w 1409 roku Czechom zapewniono (na mocy dekretu kutnohorskiego) uprzywilejowaną pozycję na uniwersytecie praskim. Tym samym stał się on pierwszym w Europie uniwersytetem narodowym o określonym profilu ideologicznym. Rektorem został sam Jan Hus[4].  Trzeba nadmienić, że wielu obcokrajowców opuściło wówczas miasto. Z kolei w Polce po 1447 roku tak król, jak biskupi uznali papieża. Jedynie trzecia władza - uniwersytet – trwał w izolacji wewnętrznej, ale pozostał nieugięty, „(…) osamotniony i rozgoryczony wciąż dyskutował nad sprawami reformy Kościoła”[5]. Gdy w roku 1448 przybył doń legat papieski, uniwersytet odmówił oddania mu hołdu. W Krakowie postanowiono zasięgnąć opinii innych uczelni. Celem miało być merytoryczne – a nie siłowe, uzyskane przez supremację polityczną czy ideologiczą – rozwiązanie sporu, na przykład poprzez wykazanie ewentualnej błędności stanowiska koncyliarystycznego. Rozesłano zatem posłów uniwersyteckich do uczonych z Erfurtu, Kolonii, Lipska, Wiednia i Paryża. Uczelnie te były już jednak złożyły obediencje papieżowi i sugerowały, by uczeni krakowscy zrobili to samo. Co prawda podziwiano „męstwo krakowskich Machabeuszów”, ale jednocześnie radzono, by „nie pływać przeciw wodzie” (tak rzekł uniwersytet w Kolonii) [6]. Kraków jednak trwał przy soborze i ustąpił dopiero, gdy ten się rozwiązał, a obowiązek posłuszeństwa przestał obowiązywać. Trwał przy tym rozeznaniu, nie ulegając presji politycznej, od 1416 roku, gdy uniwersytet był odrzucił koncepcje husyckie. Wynikało to po prostu z głębokiego przekonania krakowskich profesorów teologii i prawa, że Hus jest w błędzie[7].  

Oba te przykłady ukazują istotne znamię wczesnej środkowoeuropejskiej tradycji uniwersyteckiej. Łączy ona służbę władcy i narodowi  z czystym umiłowaniem prawdy dla niej samej. Ani wrogość, ani służalczość, ani koniunkturalizm, a jedynie diakonia prawdy uniwersytetu wobec narodu, państwa i Kościoła. Ta godność jest widoczna tak samo w cichym, wytrwałym uporze profesorów uniwersytetu krakowskiego, jak w dośmiertnej wierności  rektora Jana Husa. Spalony na stosie w Konstancji, mimo glejtu żelaznego otrzymanego od Zygmunta Luksemburskiego, wyraził gotowość odwołania każdej swej tezy, o ile po pierwsze nie byłaby mu ona imputowana i – po drugie – byłaby fałszywa. Jego śmierć była przykładem takiego heroizmu, iż Eneasz Sylwiusz, późniejszy papież Pius II, pisał, iż żaden filozof nie umierał z takim męstwem[8].

Różne ośrodki akademickie oddziaływały na siebie w tym czasie. Na uniwersytet krakowski wpływ miała przedhusycka jeszcze czeska myśl reformatorska, węgierska devotio moderna i włoska, padewska szkoła prawa.  Szczególne znaczenie miał też dwór królowej Jadwigi, wychowanki znakomitego węgierskiego rodu andegaweńskiego. Otaczała się ona głównie myślicielami i duchownymi polskimi i czeskimi, ale też włoskimi i francuskimi. Spoiwem działalności królowej była jej głęboka wiara religijna i pobożność, wyrażająca się w podjęciu misji chrystianizacji Litwy i odnowie uniwersytetu krakowskiego[9]

Powstał zatem pewien szczególny klimat intelektualny, w którym spotykała się wrażliwość na prawdę i konsekwencja w jej dochodzeniu z uznaniem jej służebnego charakteru. Prawda poucza o tym, co jest słuszne, a zatem co należy czynić i jak prowadzić sprawy ludzkie. W takim środowisku rozwinął się i objawił kunszt znakomitego dyplomaty królewskiego, Pawła Włodkowica. Stał się on jedną z najwybitniejszych postaci soboru w Konstancji. W swej działalności łączył warsztat akademicki (był zwolennikiem koncyliaryzmu) i polityczny. Stając przed soborem ze swym pierwszym traktatem stwierdził, że choć jest ambasadorem królewskim, występuje tu jako uczony (doktór)[10].

Na soborze przedstawiono sprawę sporu Polski z Zakonem Krzyżackim – kwestię, która ciągnęła się latami i nie została też zamknięta w Konstancji. Argumentowano na dwóch płaszczyznach, politycznej i teoretycznej, tj. rozprawy sądowej (processus judialis) i procesu o zasady (processus docrinalis). Paweł Włodkowic dążył do wykazania, że postępowanie Krzyżaków i zabór ziem pogan są niedopuszczalne z punktu widzenia wiary. Przedstawił uczestnikom soboru swój traktat „O władzy cesarza i papieża w stosunku do niewiernych” oraz wręczył zbiór wywiedzionych z niego 52 konkluzji (Opinio Ostensis). Stanowisko zostało przedstawione w sposób naukowy, a wnioski z „Opinio” nie były skierowane przeciw Krzyżakom. Włodkowic chciał, by sobór ocenił racje teologiczne stojące za zaborem i obyczajem przywłaszczania sobie i dalszego nadawania ziem pogan. Argumentując z prawa boskiego, naturalnego i kanonicznego oraz powołując się na – wówczas nowatorskie – koncepcje Wilhelma Ockhama i Marsyliusza z Padwy twierdził, że poganie mają prawo posiadać swe państwo i go bronić. Jego oponenci zaś twierdzili, że wojna z poganami jest zawsze godziwa[11]. Delegacja krzyżacka wykupywała drogo traktaty przeciw racjom podawanym przez Włodkowica, nie dostawała mu jednak pola w argumentacji[12].

Dzieło Pawła Włodkowica pozostaje największym osiągnięciem polskiej działalności w Konstancji, ale też jest dziedzictwem polskiej, niezależnej myśli prawniczej. Ten prawnik i polityk głosił ideę moralności jako podstawy stosunków międzynarodowych. Był przekonany o możliwości pokojowego współżycia ludzi różnych wyznań i narodów, i tym sensie można go uznać za rzecznika dobrze rozumianej tolerancji[13].

Był w ogóle wiek XV, już od swych pierwszych dziesięcioleci, czasem konstytuowania się polskiej myśli państwowej, oryginalnej i głęboko humanistycznej.  Krakowska szkoła prawa międzynarodowego (m. in. Paweł Włodkowic, Stanisław ze Skalbmierza) sformułowała takie poglądy na suwerenność państwa narodowego, które się upowszechnią dopiero w wieku XVI, polscy prawnicy o półtora wieku wyprzedzili zatem takich teoretyków prawa międzynarodowego, jak Franciszek de Vittoria z Salamanki czy Albert Gentilis z Oxfordu[14]. W końcu wieku XV uniwersytet krakowski był otwarty na wpływy humanizmu, zachwycony antykiem i starymi mistrzami. Z jednej strony wzmocnione na skutek zajść politycznych poczucie jedności narodowej Polaków, z drugiej ideały odrodzenia z widocznym u starożytnych umiłowaniem wolności, ojczyzny i ładu politycznego sprawiły, że sale uniwersyteckie stały się miejscem krzewienia ducha patriotyzmu. Żywość zaś i odwaga intelektualna krakowskiej kadry uniwersyteckiej sprawiły, że stała się ta wszechnica bardzo popularna wśród młodzieży państw regionu. Żyli zatem z sobą żacy polscy, niemieccy, węgierscy, litewscy, czescy i ruscy. W ostatnich dekadach XV wieku studiowało ich w Krakowie około siedem i pół tysiąca, z czego około półtora tysiąca pochodziło z Węgier[15].

Powiedziawszy wszystko to należy sobie teraz zadać pytanie, czy płyną z tego jakieś wnioski dla współczesnej Polski i Węgier oraz w ogóle tutejszej struktury akademickiej. W ocenie piszącej te słowa płyną i są wielkiej doniosłości.

Po pierwsze, wartością niezbywalną trudu akademickiego i warunkiem koniecznym jego sensowności jest zachowanie niezależności i suwerenności umysłowej przez kadrę nauczającą. Po drugie, „fach” uniwersytecki jest formą służby i rozkwita tam, gdzie zachowano tego świadomość. Czemu jednak służy? Otóż służy on przede wszystkim prawdzie. Ta nie jest niczyją własnością i nie można jej posiadać. Prawda jest zatem jedyną kategorią, która wprowadza w dziedzinę uniwersytecką cechę uniwersalności. Przy tym wprowadza ją nieuniknienie. Trzeba tylko pamiętać, że „uniwersalność” i „popularność” nie są pojęciami z tej samej puli znaczeń. Może być zatem tak, że coś, co jest uniwersalne nie jest popularne i to, co jest popularne nie jest uniwersalne. Po trzecie, nie jest grzechem powiązanie uniwersalizmu prawdy z lokalnością wspólnoty politycznej. Wprost przeciwnie, żywy stosunek, jak zachodzi między społeczeństwem a akademią winien odpowiadać temu, jaki zachodzi między pytaniem a odpowiedzią. Narody mogą i mają prawo formułować pytania „lokalne”, obowiązkiem uniwersytetów jest zaś udzielić im odpowiedzi uniwersalnej. Jako uniwersalna, będzie ona też obejmowała lokalną wątpliwość czy trudność. Po czwarte, tylko uniwersytet pewien swego charakteru i mocny swym zakorzenieniem lokalnym może być atrakcyjny dla przybyszów z innych stron. Jego atrakcyjność winna bowiem płynąć z tego, że jest niepodmienialny z żadnym innym i od każdego innego odróżnialny. Po piąte, nie wolno tracić z uwagi myśli starożytnej, która jest kolebką i wytrwałą karmicielką wszelkiego wysiłku badawczego, o ile jego celem ma być wykształcenie mocnych, sprawiedliwych, mądrych i obytych obywateli. Zwłaszcza zaś – podobnie jak scholastyka – stanowi szczepionkę przeciw wszelkiej ujednolicającej  ideologii, szczególnie tej opiewającej wolność jednostki za cenę nieładu i rozkładu społeczeństw. W tym sensie warto zachęcać Europejczyków środkowowschodnich, by czcili pamięć nie tylko o swych bohaterach broni, ale i myśli. Mają bowiem kogo wspominać.

 

Korzystałam z: J. Krzyżaniakowa, Koncyliaryści, heretycy i schizmatycy, seria Dzieje narodu i państwa polskiego, Kraków 1989; F. Kiryk, Nauk przemożnych perła, Dzieje Narodu i Państwa Polskiego, KAW, Kraków 1986 oraz J. N. D. Kelly, Encyklopedia papieży, Warszawa, 1997.  

 

 

[1] J. Krzyżaniakowa, Koncyliaryści, heretycy i schizmatycy, seria Dzieje narodu i państwa polskiego, Kraków 1989, s. 7.

[2] Ibid., s. 15.

[3] Ibid., s. 64.

[4] Ibid., s. 9.

[5] Ibid., s. 63.

[6] Ibid., s. 58.

[7] Ibid., s. 63.

[8] Ibid., s. 11.

[9] Ibid., s. 27-28.

[10] Ibid., s. 49.

[11] Ibid, s. 50-52.

[12] F. Kiryk, Nauk przemożnych perła, Dzieje Narodu i Państwa Polskiego, KAW, Kraków 1986, s. 66.

[13] J. Krzyżaniakowa, Koncyliaryści, op, cit. s. 55.

[14] F. Kiryk, Nauk…, op. cit., s. 70-71.

[15] Ibid., s. 76-77.

 

Justyna Melonowska –doktor filozofii, psycholog. Adiunkt w Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie. Członkini European Society of Women in Theological Research. W latach 2014 - 2017 publicystka „Więzi” i członkini zespołu Laboratorium “Więzi”. Publikowała również w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, „Newsweeku”, „Kulturze Liberalnej” i in. Od 2017 autorka „Christianitas. Pismo na rzecz ortodoksji”. Uczestniczka licznych debat publicznych