Bicz numer 7



25 lipca br. Komisja Europejska po raz kolejny wniosła oskarżenie przeciwko Węgrom do Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Rozpoczęto także procedurę wynikająca z artykułu 7 Traktatu o UE. W obu przypadkach chodzi o zmiany w prawie węgierskim dotyczącym nielegalnej imigracji. Miesiąc wcześniej, 27 czerwca, rzecznik TSUE wydał oświadczenie, w którym uznał, że zmiany wprowadzone w KRS i Sądzie Najwyższym na mocy ustaw reformujących sądownictwo w Polsce, są niezgodne z prawem Unii i naruszają unijne wartości. Ostateczny wyrok w tej sprawie ma być ogłoszony we wrześniu.

 

Od czasu jak, najpierw na Węgrzech, a potem w Polsce rządy przejęły ugrupowania polityczne nie mieszczące się w głównym nurcie polityki europejskiej i bardziej asertywne wobec oczekiwań Brukseli, Unia Europejska jako instytucja, stara się wywierać na oba państwa naciski. A nawet kierować bezpośrednie żądania powrotu do polityki zgodnej z oczekiwaniami Komisji Europejskiej. Do największych przewinień Budapesztu zalicza się polityka migracyjna. W przypadku Warszawy główną kością niezgody jest reforma polskich sądów. Biczem na obu krnąbrnych członków UE jest rozpoczęcie procedury wg artykułu 7 Traktatu o Unii Europejskiej.

Procedura artykułu 7 Traktatu o UE dotycząca ochrony wartości UE została wprowadzona w 1997 r. na mocy postanowień Traktatu Amsterdamskiego. Przepis zawiera dwie procedury: zapobiegawczą, jeśli istnieje ryzyko naruszenia wartości unijnych, oraz sankcji, jeśli do takiego naruszenia już doszło. Sankcje mogą prowadzić do odebrania głosu (de facto zawieszenie praw członka) państwa na posiedzeniach Rady Europy i Rady Europejskiej.

W pierwszym przypadku, aby rozpocząć procedurę zapobiegawczą wystarczy zgoda kwalifikowanej większości czterech piątych państw członkowskich. W drugim przypadku, stwierdzenia naruszeń, wymagana jest jednomyślność wśród szefów państw i rządów UE. Państwo, którego decyzja dotyczy, nie bierze udziału w głosowaniu.

 

Gdy w 2015 roku na „zaproszenie” Angeli Merkel do Europy ruszyły rzesze migrantów z Azji i Afryki Północnej to w Europie w krótkim czasie pojawiło się ponad milion osób. Trasy nowej wędrówki ludów wiodły głównie przez Hiszpanię, Włochy i Półwysep Bałkański. Kraje południa Europy nie potrafiły poradzić sobie z problemem zmasowanej migracji. Przez terytorium Węgier biegł główny szlak migracyjny. Przez ten niewielki kraj przetoczyło się niemal 380 tysięcy migrantów. Władze w Budapeszcie, nie zgadzając się z pro imigrancka polityką Berlina i Brukseli (system kwot), zaczęły utrudniać migrantom podróżowanie przez terytorium kraju, wprowadzając stan kryzysowy. W kwietniu 2017 na granicy z Serbią stanął 155-kilometrowy mur/ogrodzenie mający uniemożliwić nielegalne przekraczanie granicy. Za tymi posunięciami poszły także zmiany w węgierskim ustawodawstwie i konstytucji.

W pomoc migrantom w dotarciu do Europy bardzo zaangażowały się organizacje pozarządowe, w tym szczególne te zrzeszone w międzynarodowej sieci Open Society Fundation. Twórcą i głównym sponsorem OSF jest, pochodzący z Węgier, jeden z najbogatszych ludzi świata, finansista George Soros. Stąd pakiet ustaw antyimigranckich nosi nazwę „STOP Soros”. Zresztą sam Soros swoją działalnością na rzecz budowy społeczeństwa otwartego, która sprzeciwia się pro-narodowej polityce rządów Viktora Orbana, zasłużył sobie na miano osobistego wroga premiera. Orban doprowadził do tego, że założony przez Sorosa Uniwersytet Środkowoeuropejski (będący kuźnią kadr dla fundacji Sorosa) przeniósł swoją siedzibę z Budapesztu do Wiednia.

Ustawy „STOP Soros” węgierski parlament uchwalił 20 czerwca ubiegłego roku. Przewidują one kary finansowe oraz więzienia dla osób i organizacji, które pomagają nielegalnym imigrantom nieposiadającym prawa do ubiegania się o azyl na Węgrzech. Jedna z ustaw nakłada 25% podatek na fundusze wykorzystywane na pomoc dla imigrantów. Osobom nie przestrzegającym regulacji może grozić kara więzienia do roku czasu. Druga z ustaw daje ministrowi spraw wewnętrznych prawo do zdelegalizowania organizacji, które sprzyjają nielegalnej imigracji lub ich działalność zagraża bezpieczeństwu narodowemu. Parlament przyjął także poprawkę do konstytucji zabraniającą „obcym populacjom” osiedlania się na terenie Węgier jeśli nie posiadają odpowiednich zezwoleń. Jeszcze przed ostatecznym uchwaleniem pakietu Komisja Wenecka zaapelowała do parlamentu w Budapeszcie aby wstrzymał się z uchwalaniem tych rozwiązań prawnych.

- Komisja Europejska zdecydowała się skierować sprawę przeciw Węgrom do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Jest to działanie w związku z przepisami, które penalizują wspieranie wniosków o azyl oraz wprowadzają kolejne ograniczenia na drodze do jego uzyskania. – przekazała mediom Natasha Bertaud, zastępca rzecznika prasowego KE – Komisja wszczęła też procedurę naruszenia unijnego prawa w związku z niedostarczaniem żywności dla osób czekających na powrót do swojego kraju, zatrzymanych w strefach tranzytowych na granicy z Serbią.

Chodzi o przepisy, które uniemożliwiają pomoc w nielegalnej imigracji w pasie ośmiu kilometrów wzdłuż granicy państwa. Dlatego organizacje pozarządowe, głównie finansowane przez fundacje Sorosa nie mogą dostarczać żywności ani innej pomocy osobom w strefach tranzytowych.

 

 

Jednak władze w Budapeszcie nie zamierzają ugiąć pod naciskiem KE mając w społeczeństwie silne poparcie dla swojej polityki. – Rząd Węgier występuje w obronie ustaw antyimigracyjnych nazywanych „STOP Soros” oraz powiązanej z nimi poprawki do konstytucji, bo odzwierciedlają one wolę Węgrów – oznajmił rzecznik rządu Istvan Hollik – W referendum 2016 w sprawie obowiązkowego osiedlania na Węgrzech osób innych niż obywatele tego kraju, w wyborach parlamentarnych w 2018 r. oraz wyborach do Parlamentu Europejskiego w maju br. Węgrzy jasno dali do zrozumienia , że nie życzą sobie imigracji i chcą chronić europejską kulturę chrześcijańską, jak również oczekują od rządu Węgier, że spełni tę ich wolę – zaznaczył Hollik.

Rzecznik rządu odwołał się tu do wyników referendum z 2 października 2016 roku, w którym Węgrzy odpowiadali na pytanie dotyczące zgody na osiedlanie się na terenie kraju migrantów według kwot przydzielonych przez Unię Europejską bez zgody narodowego parlamentu. Mimo, że wyniki referendum nie okazały się wiążące, bo frekwencja nie przekroczyła 50 procent uprawnionych (głosowało ok.42 procent) do głosowania, to niemal 98 procent głosujących powiedziało NIE.

W wyborach parlamentarnych, w kwietniu ubiegłego roku, koalicja rządowa Fideszu i Chrześcijańsko-Demokratycznej Partii Ludowej (KDNP) zdobyła 133 mandaty w 199 osobowym parlamencie, czyli dokładnie tyle ile wynosi większość konstytucyjna. Była to już trzecia z rzędu (czwarta w historii) wygrana partii Viktora Orbana. Ugrupowania opozycyjne zanotowały klęskę. Ultra prawicowy Jobbik zdobył 26 mandatów, a lewicowa koalicja Węgierskiej Partii Socjalistycznej i partii Razem zaledwie 20 miejsc w parlamencie. Frekwencja przekroczyła rekordowe 63 procent uprawnionych.

Swoją supremację na węgierskiej scenie politycznej koalicja Fidesz - KDNP potwierdziła w tegorocznych majowych wyborach do Parlamentu Europejskiego zdobywając 13 z 21 przydzielonym Węgrom mandatów. Na koalicję rządową głosowało ponad 52 procent wyborców. Koalicja Demokratyczna byłego socjalistycznego premiera Fereca Gyurcsanya zdobyła zaledwie 4 mandaty (16,3 procent poparcia), a liberałowie z partii Momentum 2 miejsca w Europarlamencie (9.9 procent poparcia).

Istvan Hollik podkreślił, że pakiet „STOP Soros” i poprawka do konstytucji są zgodne z zapisami konwencji genewskich, układu z Schengen oraz konwencji Dublińskiej, a rząd węgierski jest gotów do obrony swojego stanowiska w wytoczonym procesie.

 

Zupełnie inne zdanie na temat „STOP Soros” mają węgierskie organizacje pozarządowe. W wywiadzie dla polskiego portalu ngo.pl Nora Koves z Eotvos Karoly Policy Institute przedstawia rozwiązania legislacyjne jako bat na organizacje pozarządowe –Tak naprawdę to chodzi tylko o to aby uciszyć organizacje, które krytykują rząd – powiedziała ekspertka ds. praw człowieka. Jej zdaniem nowe przepisy z jednej strony służą kontroli organizacji pozarządowych, bo każda z nich aby prowadzić swoją działalność związana z migrantami musi otrzymać zezwolenie z MSW po długiej procedurze oraz zapłacić 25 procentowy podatek od wszystkich pieniędzy, które otrzymuje z zagranicy. – A innych dochodów takie organizacje w praktyce nie mają. – zaznacza Nora Koves. Tak duże opodatkowanie ma prowadzić albo do bankructwa danej organizacji, albo do uniemożliwienie jej swobodnej pracy. - To jest gra polityczna. W naturze reżimu leży niszczenie sfery NGO, ponieważ to jest niezależny głos. Znaczna część organizacji pozarządowych monitoruje działanie władz, to jest ich zadanie. A reżim autorytarny nie lubi być monitorowany. Dlatego każda tego rodzaju władza niszczy strefę NGO. – przekonuje ekspertka.

 

Obecne naciski Brukseli na Budapeszt to „kolejny odcinek” bardzo długiego serialu o zmaganiach węgiersko-unijnych. Do pierwszych poważniejszych zatargów doszło już w okresie tzw. „pierwszego rządu Orbana” w latach 1998- 2002 oraz po ponownym powrocie do władzy w wyniku zwycięskich dla Fideszu wyborów w roku 2010 o czym pisałem z tekście „Szachy i poker” na stronie niniejszego portalu[i].

Pakiet „STOP Soros” był już przyczyną unijnej interwencji. We wrześniu ubiegłego roku Parlament Europejski większością dwóch trzecich głosów wniósł do Rady wniosek o stwierdzenie, że Węgry wprowadzając ustawodawstwo zakazujące pomocy migrantom naruszyły unijne wartości. W ten sposób PE rozpoczął wobec Węgier procedurę z art. 7 Traktatu o Unii Europejskiej. Ponadto w rezolucji zwrócono uwagą na dwanaście innych kwestii, które zdaniem europosłów budzą wątpliwości w świetle przestrzegania praworządności.

W reakcji na głosowanie Viktor Orban stwierdził, że tłem decyzji PE jest dążenie Niemiec i Francji do odebrania państwom narodowym kontroli nad zewnętrznymi granicami Unii i powierzenie jej unijnym urzędnikom, który „będą przepuszczać migrantów”.

 

Na zaplanowanym na wrzesień posiedzeniu Rady Unii Europejskiej fińska prezydencja nie przewidziała punktu dotyczącego przestrzegania praworządności w Polsce. Nie jest to spowodowane bynajmniej jakąś taryfą ulgową, która nagle pojawiła się w traktowaniu naszego kraju przez Brukselę. Wynika to raczej z przyczyn technicznych. Wyrok TSUE wobec Polski dotyczący Krajowej Rady Sądownictwa i Sądu Najwyższego ma zapaść dopiero we wrześniu, więc nie będzie czasu na jego analizę. Poza tym zabraknie czasu ponieważ na tym posiedzeniu zaplanowano wysłuchanie Węgier właśnie w związku z rozpoczętą procedurą z art. 7.

Jedyną pociechą dla obu oskarżanych państw może być fakt, że Frans Timmermans, dotychczasowy wiceszef KE, który w ubiegłych latach szczególnie gorliwie „tropił naruszenia praworządności” w Polsce i na Węgrzech, nie utrzyma swojego stanowiska. Jest to jednak pociecha niewielka, ponieważ układ sił i interesów w Unii Europejskiej po ostatnich wyborach do PE nie zmienił się zasadniczo.

 

Rafał Karpiński 

 

[i] https://kurier.plus/node/534

 

 

Autor jest człowiekiem wielu zawodów, konserwatystą, miłośnikiem historii XX wieku, publikuje na portalu wrodzinie.pl